Łożysko płodowe i jego rola

Stosunkowo niedawno świat lekarski zwrócił uwagę na rolę, jaką odgrywa w rozwoju żywego organizmu placenta, czyli łożysko płodowe. Musi ono zawierać w sobie jakieś właściwości nadzwyczajne, skoro przez 9 miesięcy w nim się koncentruje cała siła odżywcza i wytwórcza nowo powstającego tworu. Najnowsze badania laboratoryjne wykazały, że placenta właściwie jest multihormonowym gruczołem, wydzielającym wszystkie substancje, jakich płód potrzebuje do swojego rozwoju. Placenta także wydziela samodzielnie antybakteryjne czynniki, chroniące płód przed zakażeniem. Placenta przeciwdziała wszelkim szkodliwym dla zdrowia czynnikom, ale tylko tym, które normalnie występują w naturze. Funkcjonalność placenty nie jest przygotowana i dostosowana do zwalczania trucizn wytwarzanych sztucznie przez przemysł, takich jak narkotyki, alkohol, nikotyna. Tych elementów nie mogła przewidzieć pierwotna matka – natura w chwili tworzenia. Te więc czynniki, trafiając w okresie ciąży do krwi matki, nie są zatrzymywane przez mądre skądinąd sito placenty i przechodzą do krwi płodu. Po raz pierwszy użyto placenty jako środka leczniczego w wypadku chirurgii urazowej w Italii. Przekonano się, że tkanka placenty wszczepiona bezpośrednio w ciało chorego, bez względu na jej umiejscowienie, znakomicie goi rany. Zaczęto eksperymentować, wkładając kawałki placenty w nie gojące się przetoki ropne skutek był fenomenalny. Wkrótce przemysł farmaceutyczny wprowadził zastrzyki z wyciągu placenty. Zauważono pod ich wpływem wzmożoną akcję regeneracyjną tkanki. Zastrzyki te, stosowane podskórnie, pobudzają martwe komórki, jednym słowem działają odmładzająco. Kuracja taka zyskała wzięcie w geriatrii. Dr J.S. stosuje ją szeroko.

czytaj więcej

Skład naszego ciała

Jak wiemy, ciało nasze składa się przede wszystkim z wodoru i tlenu, stanowi to 88,5%. Węgiel i azot dopełniają wartości do 99,4%. Dotąd nie ustalono jeszcze na pewno, które ze znanych nam dzisiaj pierwiastków wchodzą w skład żywego organizmu i które są absolutnie do egzystencji niezbędne. Jedno należy stwierdzić, że prócz wodoru, węgla, tlenu i azotu na całą resztę naszego budulca przypada tylko 0,6%. Wyszukiwaniem tych nieznanych pierwiastków zajmuje się Narodowy Instytut Zdrowia w Kalifornii (National Institute of Health in California), duszą zaś tego Instytutu jest profesor Klaus Schwarz. Studia nad tym problemem wymagają precyzyjnej i kosztownej aparatury, dlatego nie każdy instytut biologii może sobie na to pozwolić. Te składniki naszego organizmu, stanowiące 0,6%, nazywamy „śladowymi”, jako że ich istnienie można stwierdzić jedynie śladem. My tu rozpatrzymy parę z nich, ostatnio odkrytych. Tak na przykład selen, pomimo znikomej ilości, odgrywa zdaje się olbrzymią i ważną rolę w przeciwdziałaniu zmianom degeneracyjnym wątroby, a także w zaniku mięśni. Dość dla przykładu powiedzieć, że jedna tylko cząstka selenu dodana do 10 milionów części pokarmu szczura wykazującego degenerację wątroby momentalnie powstrzymu- je stan patologiczny, przywracając normę. Także wiadome jest, że do prawidłowego uzębienia, zwłaszcza do mineralizacji zębów, niezbędny jest fluor i wanad, w proporcji 1 na milion. Do prawidłowego wzrostu potrzebna jest cyna w ilości 2 części na milion.

czytaj więcej

Leczenie barwami

Podziwiamy tęczę słoneczną, przyglądamy się odbiciu kryształu, nie zdając sobie sprawy z ogromu mądrości, jaką otwiera przed nami ta siedmiokolorowa księga. Nie zastanawiamy się, co znaczą te barwy w naszym życiu, jaki może być ich wpływ. Tymczasem każda z tych barw inaczej oddziałuje, inne ma przeznaczenie. Tyle lat już minęło od powstania ludzkości, a ta wielka, niebosiężna księga, rozkładana po każdym deszczu niby staroegipski papirus, leży dotąd nie odczytana, oczekując swojego Champolliona. Cóż za potęga zawarta jest w tych tęczowych promieniach słońca, skoro one właśnie powołują i one utrzymują przy życiu cały wegetatywny świat. W latach ostatnich skonstruowano, jak wiemy, wiele motorów poruszanych jedynie energią słonecznego naświetlenia, do nich przecie należy słynny Łunochod księżycowy. Te same promienie utrzymują nas przy życiu, a skoro ich tęczowa księga tak szczerze i otwarcie od wieków nam ukazuje siedem swoich barw, w nich musimy szukać przede wszystkim zróżnicowanych wpływów na otoczenie. Baczna obserwacja i skrupulatna analiza doprowadzi nas do rewelacyjnych odkryć. Tych odkryć dokonało już wielu ludzi na Zachodzie, a wśród nich kilku dyplomowanych doktorów medycyny. Okazuje się, że umiejętnym zadziałaniem barw na pewne określone organy ludzkie możemy je i,łrzymywać w równowadze, a nawet leczyć. Jaką drogą? Jaką metodą? Rzecz skomplikowana. Cztery drogi prowadzą do tego:

czytaj więcej

Punkty refleksu

Akupunktura w życiu codziennym sprawia jednak wiele kłopotów, wymaga bowiem nie tylko przygotowania odpowiednich igieł i sterylizacji, ale przede wszystkim bardzo dokładnej znajomości anatomii, punktów nakłucia i mechaniki zabiegów. Dlatego pewnie umysł niektórych naukowców poszedł w kierunku uproszczenia tej akcji leczniczej, czyli zastąpienia precyzyjnych nakłuć zwyczajnym uciskiem palca lub skoncentrowanym masażem kolistym. Takie właśnie porady praktyczne można znaleźć w podręczniku dr. medycyny Rogera Daleta, wydanym w Paryżu. W książce tej, napisanej na podstawie wieloletnich obserwacji i doświadczeń, autor podaje bogatą listę punktów uciskowych,

czytaj więcej

Staropolskie bańki do odmładzania odumarłych tkanek

Pierwotnie, oczywiście, nie były to ślicznie wydmuchane ze szkła szklaneczki, tylko po prostu ostre koniuszki rogów renifera czy kozła. Dziś w świecie cywilizacji, a więc i w medycynie nowoczesnej, metoda stawiania baniek do tego stopnia już zanikła, że angielski autor książki Alternative Medicine, Donald Law, nigdy o niej nie słyszał i ze zdumieniem oglądał pięknie rzeźbione rożki reniferów w północnej Karelii, dowiadując się od miejscowych ludzi, że stosowane one były i są do dzisiaj skuteczne w leczeniu zapalenia płuc, a także bólów głowy czy zębów, nadmiernego ciśnienia krwi, wszelkich owrzodzeń i tym podobnych dolegliwości. Mr Law przypisuje te dziwy jedynie Finom, podczas gdy w szpitalnictwie angielskim bańki, aczkolwiek mniej popularne niż u nas w Polsce, są doskonale znane i czasami zalecane przez ortodoksyjnych lekarzy. Bańki, jak wszyscy wiemy, bywają „suche”, czyli bez nacięcia skóry, i „mokre” z jej nacięciem. Mister Law podaje jako kuriozum, że podobno gdzieś na zapadłych wysepkach greckich bańki takie są spotykane. Niech wolno mi będzie w tym miejscu z szacunkiem pochylić głowę przed tą może „zacofaną”, ale jakże skuteczną metodą lecznictwa. W Finlandii ponoć bańki są często stosowane w saunach, wygląda to wielce prawdopodobnie i logicznie. Wyobrazić sobie łatwo, jak tam one skutecznie „naciągają”.

czytaj więcej

KRĘGARSTWO, CZYLI CHIROPEDIA

Jak sama nazwa mówi, kręgarstwo zajmuje się prawidłowym ustawianiem kręgów w kręgosłupie i chorobami wynikłymi z powodu dyslokacji tych kręgów. Ślady zainteresowania się tym problemem znajdziemy bez trudu we wszystkich najstarszych medycynach, z Chinami i Wedami Indii włącznie. Ale ojcem chiropedii w bliższym nam świecie uznać chyba należy Daniela Dawida Palmera – Amerykanina anglo-niemieckiego pochodzenia. Był to człowiek, a raczej duch niespokojny, wiecznie, szukający czegoś nowego. Najpierw pod wpływem ówczesnej sławy Pawła Kastera zaczął leczyć magnesem, później trafił pod wpływ mesmerowskiego zwierzęcego magnetyzmu i przez 10 lat praktykował z wielkim powodzeniem, aż pewnego dnia zjawił się u niego pacjent prawie całkiem głuchy. Palmer rozłożył bezradnie ramiona i chciał go juz odprawić z niczym, gdy wiedziony jakimś instynktem zatrzymał go na dłuższą konferencję, która naprowadziła go na pewną nową myśl. Okazało się, że głuchota nastąpiła po urazie. Pacjent był budowniczym i podczas pracy spadła mu na kark belka. Palmer jął badać palpitacyjnie kręgi szyjne i znalazł wyraźną dyslokację. Zastosował energiczny i silny rękoczyn, w którym odczuł chrobot wracającego na miejsce kręgu. Po paru dniach pacjent wrócił z radosną wieścią, że odzyskał słuch. Ten przypadek zachęcił Palmera do studiów praktycznych nad budową kośćca i jego patologią. Praca ta przyniosła mu sławę. Została po nim Palmerowska szkoła. Jeden z uczniów, profesor internista z kliniki uniwersytetu w Aarhus (Dania), dr Paweł Bechgaard opublikował bardzo ciekawą i unikalną pracę o leczeniu głuchoty manipulacyjnymi masażami kręgów szyjnych (Nordi.sk Medicin, June 6, 1963). Wyrażał on pogląd, że głuchotę często powoduje złe ukrwienie z racji ucisku na nerw sympatyczny przy ujściu jego z otworu między- kręgowego. Mimo że Palmer nie był dyplomowanym lekarzem, w swej książce, wydanej w roku 1910, wykazuje głęboką znajomość nie tylko układu kostnego, ale i powiązań fizjologicznych całego organizmu z systemem nerwowym. Już sam tytuł książki: Science and Art and Phito- sophy of Chiropractice mówi o głębokim, wnikliwym i wyczerpującym podejściu do tematu: Sztuka i filozofia praktyki kręgarstwa. A więc nie jest to tylko bezmyślne, automatyczne nastawianie kości. Palmer rozumie, że funkcjonalność organizmu żywego jest idealnie sprzęgnięta z jakąś, jak on to nazwał, „wrodzoną inteligencją” i że naruszenie tej więzi przez głupią pozornie dyslokację, uciskającą na bardzo istotny i ważny nerw życiowy, może być w konsekwencji poważną katastrofą. To właśnie poważne i naukowe ujęcie kręgarstwa jako kierunku lecznictwa stanowi główną zasługę Palmera.

czytaj więcej

Stosowanie bursztynu

Użycie: Kawałki bursztynu rodzimego spłukać i wsypać je do 3/4-litrowej flaszki w ilości 50 g. Zalać spirytusem rektyfikowanym. Po 10 dniach płyn jest gotowy do użytku. (Po opróżnieniu flaszki bursztyn wyjąć, sproszkować i znowu zalać spirytusem do ponownego i już ostatniego użycia.) Płyn nie nabiera żółtego koloru, ale jest z lekka opalizujący. Bóle głowy także często się leczy zwykłym pocieraniem czoła i skroni kawałkiem bursztynu (przepis C. Klimuszki).

czytaj więcej

Fenomen gdzieś na pacyfiku

Czytałem (już nie pamiętam gdzie) o zanotowanym fenomenie, który miał miejsce gdzieś na Pacyfiku, przy brzegach którejś z wysp południowych. Jakiś marynarz na górnym pokładzie zakotwiczonego transatlantyku pokłócił się z tubylcem siedzącym w łodzi, czyli na poziomie morza. W przypływie furii marynarz skoczył w dół na swego wroga i zamiast spaść i potłuc się albo zabić, na oczach licznych świadków łagodnie spłynął wprost w jego objęcia. Nie wiem właściwie, czemu teraz przypomniał mi się ten cudaczny przypadek, widocznie pod wpływem psychofoto- metra Kirliana. Wszystko dziś w naszych oczach inaczej wygląda, nabiera rumieńca prawdziwego życia. Przestaję być wiecznym niedowiarkiem. Odważam się śmiało spojrzeć na świat. Właśnie na Kongresie Badań Psychotronicznych w Pradze, a nie na posiedzeniu jogów pod Himalajami, można być naocznym świadkiem eksperymentalnych pokazów docenta Juliusza Krmeski z Bratysławy, który siłą koncentracji myśli wprawia w ruch małą żaglówkę w baseniku wodnym. Jakaż to różnica, zapytuję, pomiędzy tym ruchem użaglonej zabawki a spacerem spodeczka lub stolika na spirytystycznym seansie? Jeszcze realistyczniej usiłuje tłumaczyć te wszystkie uruchomienia ciał koncentracją woli ludzkiej doktor Dubrow z Instytutu Fizyki Ziemi Akademii Nauk ZSRR. Dochodzi on do tego drogą matematycznych kalkulacji wzorów, z których wynika, że każdy żywy ustrój otoczony jest stałym polem grawitacyjnym, promieniującym na określony dystans. Pola kilku sąsiadujących ciał mogą się kumulować, tworząc pokaźny ładunek. Promienie te zdolne są przenikać każdą przeszkodę. Le- witację może wywołać siła antygrawitacyjna. A więc jesteśmy już prawie w domu. Różnice między misteriami okultyzmu a światem nowoczesnej nauki realistycznej zacierają się. Tylko żeby w to uwierzyć, musimy być dostatecznie odważni. Musimy badać, szukać, dociekać i bez żenady przyznawać się do chwilowych porażek. Nie od razu przecież Kraków zbudowano. Istnieją jeszcze zjawiska, których żaden eksperyment laboratoryjny nie udowodnił, ale już sam fakt, że zwołujemy kongresy, aby studiować, zamiast jak dotąd, odwracać się z pogardliwym i zarozumiałym uśmiechem, to już wiele, bardzo wiele!

czytaj więcej

SOLE – CZY TYLKO SOLE?

Dr Schuessler z całą pewnością do entuzjastów kwiatowej kuracji by nie należał. Daleki był od takiej romantyczno- -filozoficznej teorii. Swoje dociekania oparł na ścisłych wnioskach wynikłych z doświadczeń laboratoryjnych swojej prywatnej kliniki w Oldenburgu. Głupstwo! – powiedział. – Żaden wyciąg kwietny nie potrafi odbudować zrujnowanej tkanki, jej trzeba dać sole: sole nieorganiczne. To nic, że one stanowią zaledwie 5% ciężaru ciała, ale bez nich cała przemiana materii, cały tak zwany metabolizm przestałby funkcjonować. Dr Schuessler wyodrębnił 12 głównych, elementarnych, niezbędnych do życia soli i nazwał je biochemicznymi. Czyż nie wspaniale? Dr Bach skomentował i sprowadził leczenie do 38 leków, a dr Schuessler wytwarza tylko 12 rodzajów soli. Niczego więcej chory nie potrzebuje.

czytaj więcej

Poruszanie się pendolum cz. II

Siadałem przy stole odwrócony twarzą do północy (ściśle według kompasu), przede mną leżał rozpostarty arkusz papieru z wykreślonym i podzielonym na 360° kołem. W centrum tego koła kładłem szkiełko z rozmazem badanego preparatu. Trzymane nad nim pendulum, dotąd oscylujące z N na S, teraz nagle odchylało się w swoich wahaniach, tworząc stały jakiś kąt. Stwierdziłem, że wszystkie preparaty tejże bakterii lub tegoż pasożyta dają jednakowy kąt odchylenia. Wynotowałem w ten sposób szereg cyfr stałych dla rozmaitych preparatów. W celu uniknięcia sugestii przyjaciel podsuwał mi nieoczekiwane i nieznane rozmazy, ja zaś bez mikroskopu stawiałem diagnozę. Po kilku tygodniach takich eksperymentów doszedłem do 80% dokładności. Ale to jeszcze nie wszystko. Poradzono mi użyć igieł namagnetyzowanych, a mianowicie: na podków- kowy magnes kładłem dwie długie igły skierowane w przeciwnych kierunkach, a więc jedna z nich magnetyzo- wała się pozytywnie (N), druga zaś negatywnie (S). Przy drganiach pendulum trudno precyzyjnie określić kąt, pod jakim te wahania się kreślą, więc do tego służą igły. Gdy się wkłuje igłę pozytywną w którymś z punktów na obwodzie koła i odpowiada to kątowi odchylenia pendulum, wahadło natychmiast wraca do neutralnego położenia, czyli NS. To samo otrzymamy, wkłuwając igłę negatywną (S). Ona jednak zneutralizuje wahadło w zupełnie innym, nawet dalekim gdzieś punkcie. Tym sposobem otrzymamy dla każdego badanego przedmiotu dwie stałe cyfry: pozytywną (N) i negatywną (S).

czytaj więcej

AKUPUNKTURA

Wieść o owej dziwnej metodzie leczenia chorób drogą nakłucia skóry igiełkami wkroczyła nareszcie i w polskie granice, ale jakże późno. We Francji, Anglii i Ameryce istnieją przy wielkich szpitalach specjalne kliniki, w których stosuje się od dawna tę metodę. Wiele różnojęzycznych podręczników zdobi półki księgarskie, a w Polsce na ten temat kompletna pustka, zaledwie parę nieśmiałych artykulików w popularnonaukowej prasie. Czym należy to tłumaczyć? Polityczną izolacją od Zachodu? Chyba nie, gdyż metoda ta nie od Zachodu idzie, tylko wręcz przeciwnie, od Wschodu, od dalekich Chin, tam zrodziła się bowiem z górą pięć tysięcy lat temu. Powtarzam z naciskiem: pięć tysięcy lat temu! My z naszą alopatią schowajmy się wstydliwie. W Związku Radzieckim od kilku już lat ukazują się na ten temat książki i artykuły, a także prowadzone są eksperymenty. Wszystkie te zabiegi jednak, tak tu, jak i tam, nie mają kręgosłupa, przyjmowane są bowiem powierzchownie, bez podbudowy filozofii wschodniej. Wyniki tysiącletnich eksperymentów lekarzy chińskich przeszczepiamy u siebie na ślepo, sprowadzając je mimo woli do poziomu pomocni- czo-felczerskich zabiegów. Spadamy z roli lekarza do funkcji cyrulika puszczającego krew. Europejskie podręczniki nazywają akupunkturę „pobudzaniem korzonków nerwowych ukłuciem igiełki”. Ale tak nie jest. Tylko pozornie czynność ta jest zbliżona do naszej tak zwanej refleksowej terapii, a zalecane punkty ukłuć nie zawsze odpowiadają anatomicznym ujściom odkrytych przez nas „korzonków”. Odpowiadają czasem w swoich początkowych, górnych rejonach, natomiast w rejonie kończyn stwarzają niespodzianki. Każdy logicznie rozumujący europejski lekarz zadaje pytanie : Dlaczego nakłucie kolana ma wpłynąć korzystnie na katar nosa, a nakłucie opuszek palców ma leczyć… epilepsję? Wszystko to zakrawa na jakąś magię. Nie ma jednak rady. Pozostaje do wyboru: albo kłuć dalej na ślepo, bo tak każą Chińczycy, albo wierząc lub nie wierząc, z uśmiechem sarkazmu lub z powagą zgłębiać zasady orientalnej filozofii, a zasada wszędzie obowiązuje jednakowa. Oto, według niej, prócz znanych nam biofizycznych energii istnieje jeszcze dotąd żadnym woltometrem nie ujęta jakaś siła witalna, krążąca sobie właściwymi ścieżkami w żywym organizmie. Jak tę siłę witalną nazwiemy: praną czy magnetyzmem, fluidem, eterem czy odem – rzecz mało ważna i nieistotna.

czytaj więcej

Kuracja alkoholików hipnozą cz. II

Ciekawy bardzo eksperyment opisał dr Schneck : oto pewien żołnierz został skierowany do niego na leczenie, a ponieważ stawiał opór i nie chciał regularnie uczęszczać na zabiegi, lekarz narzucił mu w hipnozie rozkaz, aby następnym razem zjawił się punktualnie o określonej godzinie. Tak się też stało. Po dokonanym zabiegu, rzuciwszy okiem na zegar, żołnierz wydał okrzyk przerażenia. Popełnił on niesubordynację, gdyż był to czas wyznaczony mu na służbę. Lekarz obiecał interweniować u władz wojskowych w obronie pacjenta.

czytaj więcej

Zmiana w normalnej odbiorczości zmysłów

W leningradzkim Instytucie Medycyny Eksperymentalnej profesor D. Speranskij wkładał w rozmaite części mózgu psów kryształki szkła. Zależnie od umiejscowienia tych sztucznych zadrażnień psy zapadały na bardzo różne choroby, takie jak: owrzodzenie żołądka, zapalenie płuc, a nawet… szkorbut. Profesor Speranskij doszedł do wniosku, że każdą chorobę można byłoby uleczyć, poznając tylko punkt jej refleksji w mózgu. Tymczasem na podstawie eksperymentów opracował metodę leczenia pourazowych wstrząsów mózgu, polegającą na wstrzykiwaniu nowokainy w potylicę.

czytaj więcej

Zmiany, jakie zachodzą w kobiecie w okresie jej przekwitania

Wśród powodów zaburzeń kobiecych spotykamy często zmianę pracy, opuszczenie domu rodzicielskiego, niepokój o ciążę albo nawet… ciążę urojoną. W tych przypadkach bardzo dobre rezultaty dają lekkie seanse hipnotyczne. Innym bardzo częstym zaburzeniem kobiecym jest nadmierne krwawienie lub krwawienie nieregularne. Tu też należy bacznie obserwować stan psychiczny chorej. Notowany był na przykład ciekawy wypadek, kiedy nerwowa i bojaźliwa panna młoda nagle dostała krwotoku przed samą nocą poślubną. Innym razem miesiączka pojawiała się każdorazowo z lęku przed zbliżeniem z nie kochanym już mężem, podczas gdy natychmiast ustawała podczas spotkania z kochankiem. Angielski lekarz ginekolog i psycholog, George Newbold, twierdzi, że większość krwotoków macicznych w jego bardzo bogatej praktyce spowodowana była szczególnym jakimś zmartwieniem, lękiem czy emocją. W jednym z takich wypadków psychoanaliza wykryła, że kobiety cierpiące na bóle miesięczne, a także na obojętność seksualną, często zawdzięczają ten stan opacznemu wychowaniu przez matkę, która od dziecka wmawiała im, że stosunek seksualny przynosi wstyd i ból, że należy się wystrzegać okazywania satysfakcji z tego powodu, że okazanie rozkoszy kwalifikuje kobietę do prostytucji.

czytaj więcej

MAGNETYZM CZ. III

Oto niewidoma od urodzenia córka osobistego sekretarza cesarzowej została przez Mesmera uleczona. Nieszczęście chciało, że przedtem była ona pacjentką nadwornego lekarza, który przez 10 lat stosował bezskutecznie pijawki i upuszczanie krwi. Oczywiście, poczuł się teraz urażony. Rozpoczął więc energiczną, zajadłą akcję zniesławiania konkurenta. Tymczasem ojciec uzdrowionej dziewczynki ogłosił w prasie list wychwalający Mesmera i jego metody. Zaciekawiona cesarzowa kazała przywołać przed swoje oblicze uzdrowioną pacjentkę. Przerażony konsekwencjami lekarz nadworny jął przekonywać ją o szalbierstwie Mesmera. Jednocześnie udał się do ojca chorej, aby mu wytłumaczyć, że cesarzowa wzywa córkę jedynie po to, aby odebrać zasiłek chorobowy, jaki dotąd rodzina jej pobierała. Ta intrygancka akcja była prowadzona tak przebiegle i sprytnie. że Mesmer poczuł się bezsilny i zrezygnował z walki. Jednak dobiło go to moralnie, porzucił więc Wiedeń, przenosząc się do Paryża. Sądził naiwnie, że tutaj w ciszy i spokoju potrafi dalej prowadzić swoje naukowe dociekania. Niestety, sława jego podążyła za nim na nowy teren. Francuski świat lekarski również poczuł się zagrożony. Postanowiono zniszczyć intruza natychmiast. Akademia Medyczna zażądała od niego rzeczowych przykładów prawdziwości i pożyteczności nowych metod leczenia. Miał dostarczyć w krótkim czasie dowody całkowitego uzdrowienia jakichś przypadków uznanych najpierw za nieuleczalne. W odpowiedzi Mesmer wybrał kilka takich przypadków zaświadczonych na piśmie przez Akademię i wraz z pacjentami przeniósł się pod Paryż, w ciche ustronie, aby nikt mu w pracy nie przeszkadzał. Po trzech miesiącach zażądał zwołania komisji celem stwierdzenia pozytywnych rezultatów. Niestety, Akademia Medyczna zlekceważyła jego zaproszenie. Wówczas zwrócił się z pismem do Królewskiego Towarzystwa Lekarskiego, ale i ono pod naciskiem Akademii wymówiło się od opiniowania. Najzabawniejsza była treść tej odmowy, mianowicie kategorycznie żądano od Mesmera, ażeby natychmiast przedstawił im ten „magnetyzm zwierzęcy” w proszku albo w płynie, ostatecznie w postaci maści do zbadania laboratoryjnego. Kiedy wreszcie przekonał ich o absurdzie tego żądania, zgodzono się przybyć, ale termin wizytacji zaczęto przekładać z dnia na dzień. Gdy sporządzono raport powizytacyjny, nikt nie chciał go podpisać. Po prostu oświadczono logicznie, że skoro on pacjentów uleczył, eo ipso nie byli „nieuleczalni”. Dziewczyna niewidoma odzyskała wzrok? A może i bez tej magnetyzacji wróciłaby do zdrowia? Nikt zaręczyć nie może, pewnie udawała ślepotę.

czytaj więcej